NAWIGATOR:      Strona główna -> Doniesienia i nowości: Fundusze emerytalne
 

Średni rok OFE

Rok 2007 był dla funduszy emerytalnych jednocześnie rokiem złym i dobrym. Dobrym, ponieważ wzrosty jednostek rozrachunkowych były największe w historii. Złym, ponieważ tylko niektórym udało się zarobić dla klientów więcej niż na poziomie WIG20, tylko dwa z wysiłkiem dobiły do połowy wzrostu WIG a o MIDWIG (wskaźnik spółek średniej wielkości) można powiedzieć tylko tyle, że to już nawet nie kosmos a inna galaktyka.

Co dobija wyniki OFE? Oczywiście to co zwykle, czyli państwo. ZUS zapchał portfele inwestycyjne OFE kamiennymi obligacjami zamiennymi. Spłaca nimi zadłużenie z lat ubiegłych, ale papiery te w ogóle nie mają rynkowej wartości: nie można ich sprzedać. A nawet gdyby było można, to stawki oprocentowania są tak śmieszne, że potencjalni nabywcy potraktowaliby te papiery raczej jako dowcip na Halloween dla rad nadzorczych. W praktyce zatem ta część kapitału nie pracuje i pracować nie może. Łączna w 2006 roku oddano funduszom głazy na sumę ok. 1,3 mld zł.

Drugim elementem dołującym są oczywiście obligacje skarbowe. Polacy wciąż uważają, że wstępując do OFE uwolnili się od żarłocznego wora budżetowego, choć jest to iluzoryczne. Grubo ponad 60% wszystkich aktywów OFE finansuje zadłużenie budżetu, becikowe, idiotyczne polityczne łapówki za głosy (bo czym innym było te 500 milionów dla jednego z ministrów za odpowiednie głosowanie jego partii?) oraz armię pijących herbatę urzędników.
Żaden z tych elementów nie ma prawa przynieść zysku, jest to bowiem zarówno ograbianie dzisiejszych drugofilarowców jak i - co gorsza - okradanie naszych własnych dzieci - bo za to wszystko zapłaci kiedyś Twój Staś czy Ania a nie politycy (i to Twoja wina, bo to Ty ich wybierasz!). Ta herbatka w dowolnym urzędzie, dziś warta 50 groszy, zostanie opłacona za lat 20 czy 30 w kwocie dwóch złotych. Po pomnożeniu tych dwóch złotych przez liczbę wypijanych rocznie urzędniczych herbatek możemy tylko modlić się o to, żeby dziecko uciekło jak najszybciej do jakiegoś normalnego kraju i poradziło sobie na tyle dobrze, żeby zabrało nas później ze sobą.

Ranking banków dla firm

OFE zdają sobie sprawę, że za chwilę zatkają warszawską giełdę i coraz bardziej obawiają się kolejnych inwestycji w notowane na niej spółki. Wolny obrót akcjami zmniejsza się regularnie z każdym zakupem OFE. W efekcie wycena wartości tych akcji jest również sztucznie napompowana. Gdyby kiedykolwiek okazało się, że OFE X zechce wycofać się z inwestycji w akcje firmy Y, wartość tych aktywów może spaść i o 30%. Spadnie o więcej, bo przy takim załamaniu nawet najslilniejsze nerwy konkurencyjnych OFE jednak puszczą.

Otwarcie rynków zagranicznych do sensownego - co najmniej 20-procentowego - poziomu jest jedyną drogą wyjścia dla przyszłych polskich emerytów. Oczywiście wszystkie zagrożenia są znane i opisane - od ryzyka kursowego po wysokie koszty inwestycji zagranicznych. Ale nie ma innego wyjścia. Napompowane polskie akcje stają się coraz niebezpieczniejszym elementem portfela, dywersyfikacja ryzyka to jedyny sensowny sposób reakcji.

Politycy bronią się informacjami o braku wykorzystania dotychczasowych, pięcioprocentowych limitów. Oczywiście, że nie można wykorzystywać ich w pełni. Jednym z problemów jest bowiem... śmieciowa waluta używana w Polsce. Jeżeli kurs złotówki potrafi w półtora miesiąca zmienić się o 10%, to trzeba jakoś zabezpieczyć się przed przypadkowym przekroczeniem limitu inwestycji zagranicznych. Powiedzmy, że fundusz zainwestował 3% aktywów, uzyskał na tym 20% zysku (życzymy takich trafień w dziesiątkę jak najczęściej) i jego pakiet stanowi już 3,60% aktywów. Jeżeli (w właściwie GDY, bo to jest u nas element nie niespodziewany lecz naturalny i normalny) kolejny polityk walnie jakąś głupotę i złotówka poleci na łeb na szyję o, powiedzmy, 10% (czyli zamiast 3,60 zł za euro będziemy płacić 3,96 zł) to zagraniczne inwestycje wzrosną o kolejne 10% od całości, czyli do 3,96% łacznie zarządzanych pieniędzy.
I żaden normalny dyrektor zarządzający nie zainwestuje ani eurocenta więcej, bo na jego wpadkę z przekroczeniem limitu czeka już moloch nadzorczy, prokuratura, siedem służb specjalnych i minister Z. Wszyscy muszą się przecież wykazać, prawda?

OFE nie są w stanie w takich warunkach przynosić zysków na poziomie naszych rocznych MIDWIGów (ponad 67% w 2006 r.) a nawet WIGu (niecałe 40%). Mogą tylko obijać się wokół wyników indeksu dużych spółek WIG20 (16% wzrostu w 2006 r.) i tak właśnie robią. Te, które osiągnęły wyniki powyżej 20% (czyli odwieczny Polsat i zaskakujący Pekao) zaryzykowały inwestycje w średnie spółki.

Wyniki OFE są zbliżone do efektów inwestowania funduszy zrównoważonych TFI. Oczywiście znajdujemy wśród nich gwiazdy typu Lukas Dynamiczny (ponad 38%) czy Arka (34%), ale większość TFI oscyluje wokół 20%. Wyniki OFE ciągną w dół obligacje, nie inaczej dzieje się w funduszach papierów dłużnych (gdzie fenomenalnym wynikiem jest 5 czy 6% rocznie), które zwykle przynoszą symboliczny zysk na poziomie 3-4%.

W roku 2007 najprawdopodobniej będzie trochę gorzej. Praktycznie wszyscy analitycy przewidują wyhamowanie trendów wzrostowych a nawet zauważalną korektę w ciągu roku. W takich warunkach mało mobilne fundusze emerytalne (oprócz najmniejszych) nie będą mogły pochwalić się niczym specjalnym. Może się okazać, że największe gwiazdy dobiją do kultowych 10% i tyle. Przeciętny cżłonek OFE nie ma jednak na to wpływu. Przenoszenie się nic nie da, żadnych ważniejszych wyborów też nie będzie. Pozostaje nam czekać i inwestować dodatkowe pieniądze - i to najlepiej w coś nie związanego z polskim rynkiem finansowym.

(2.02.2007)


 NAWIGATOR:      Strona główna -> Doniesienia i nowości: Fundusze emerytalne