NAWIGATOR:      Strona główna -> Doniesienia i nowości: Ubezpieczenia majątkowe
 

Stypułkowski zwolniony

W piątek 2 czerwca 2006 r. Cezary Stypułkowski został odwołany ze stanowiska prezesa PZU SA. W oficjalnym komunikacie nie podano przyczyn zwolnienia, ale dotarcie do nich nie sprawia problemu. Aktualnie w grupie PZU ostał się tylko jeden prezes: Jerzy Kochański z PZU Życie. Agencja Standard&Poor's obniżyła perspektywę grupy PZU ze stabilnej na negatywną.

Z uzasadnienia decyzji Standard&Poor's wynika, że powodem obniżenia perspektywy jest niespodziewane odwołanie prezesa Stypułkowskiego i postawienie pod znakiem zapytania procesu reformy grupy PZU. Nawet jeżeli przyszły prezes potwierdzi chęć kontynuowania posunięć opracowanych przez Stypułkowskiego, możliwe perturbacje i ingerencje polityczne mogą okazać się "niszczące i nieobliczalne". Tatiana Grineva, analityk Standard&Poor's oświadczyła, że istnieje możliwość dalszego obniżania ratingu dla grupy PZU, jeśli dojdzie do zmiany dotychczasowej strategii inwestycyjnej, polityki dywidendowej czy zarządzania kapitałem albo też zatrzymania procesów restrukturyzacji zapoczątkowanych przez Cezarego Stypułkowskiego w 2004 r. (źródło: Standard&Poor's)
Ocena agencji Standard&Poor's trafiła do wszystkich najważniejszych instytucji finansowych w Europie 5 czerwca 2006 r.

Urzędnicy zachowali się w pełni profesjonalnie z politycznego punktu widzenia. W oficjalnym odwołaniu nie zawarto żadnego powodu odwołania prezesa, pod którego rządami grupa PZU zaczyna ocierać się o czteromiliardowy zysk roczny (3,21 mld zł w 2005 r. i już 1,37 mld zł w pierwszym kwartale 2006 r.), będący absolutnym rekordem. W związku z tym z niczego oficjalnie nie muszą się tłumaczyć.
Za to na boku przypuszczono bezpardonowy atak na byłego już prezesa PZU. W nieoficjalnych informacjach wypływających z Ministerstwa Skarbu Panstwa pojawił się zarzut o kreatywną księgowość. A dokładniej: jakoby wynik finansowy netto był wynikiem zabiegów księgowych. Zarząd PZU bardzo poważnie odebrał plotkarskie zarzuty i po raz pierwszy od lat wystosował oficjalne oświadczenie broniące swoich działań. W oświadczeniu czytamy między innymi, że żadnej kreatywnej księgowości nie było, wyniki finansowe grupy biją rekordy już od kilku lat a księgowanie rezerw jest poddawane regularnym i dogłębnym kontrolom niezależnych rewidentów. Przypomina tez, że Rada Nadzorcza PZU przyjęła bez zastrzeżeń sprawozdanie finansowe za 2005 rok.
Ten ostatni element jest szczególnie ważny: przy decyzjach tego typu nie ma miejsca na zabawy w piaskownicy czy ukradzionym księżycem: ważne są twarde liczby i opinie audytorów; nie ma gdzie pohasać.

O co dokładnie chodzi? Zapewne o rezerwy PZU Życie, które zostały rozwiązane po zmianie ogólnych warunków ubezpieczenia polis grupowych. Dotychczas bowiem umowy te były bezterminowe lub wieloletnie. Obecnie polisy mają ważność jednego roku, co z punktu widzenia księgowości łączy się z rozwiązaniem rezerw na potencjalne wypłaty odszkodowań. Oczywiście oznacza to też utworzenie nowych rezerw, zatem pieniądze te ani nie spadają z nieba ani nie znikają w czeluściach kont księgowych.
Podobny skutek księgowy może mieć unifikacja umów ubezpieczenia komunikacyjnego zawartych z wielkimi leasingodawcami.
W obu tych przypadkach nikt z władz spółki nie ma większego wpływu na efekt księgowy: operacje na rezerwach są dokładnie opisane i wymuszone przez prawo. Nie da się np. poleceniem prezesa zwiększyć czy zmniejszyć rezerwy w takich wypadkach. Nie ma polis: nie ma rezerw. Są nowe polisy: są nowe rezerwy. I tyle.

Ranking banków dla firm

Tydzień wcześniej wiceminister Skarbu Państwa Paweł Szałamacha w sposób budzący (negatywny) szacunek wykręcał się od jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o możliwość odwołania Cezarego Stypułkowskiego. Na konferencji "Forbesa" mówił, że Eureko nie musi wiedzieć o takich ruchach (wiceprezes Eureko Ernst Jansen oświadczył, że nic mu nie wiadomo o zmianach na stanowisku prezesa PZU SA), że nie ma dożywotnich prezesów itp. Powiedział jednak również, że ministerstwo przygląda się wynikom spółek i będzie oceniać osiągnięcia prezesów.

Prawdziwy powód odwołania Cezarego Stypułkowskiego wyjawił nieoceniony Jacek Kurski, demiurg polsko-PiSowskiej wojny na górze. W wypowiedzi pana posła na temat rozbijania układów i (między innymi) zwolnienia Cezarego Stypułkowskiego znajdziemy taki oto smaczek: "Rzecz chwalebna i słuszna, lepiej późno niż wcale. Trzeba wyrzucić o wiele więcej ludzi dawnego układu, 'kwaśniewszczyzny' [i tak dalej - skrót red.]".

Podczas swojej kadencji Cezary Stypułkowski popełnił najpoważniejszy z możliwych grzechów z punktu widzenia gigantycznej firmy. Rozpoczął bowiem ostrą i głęboką reformę struktur PZU SA: zlikwidował część kas PZU, zmniejszył liczbę centrów likwidacji szkód. Było to zgodne z zaleceniami ekspertów, w tym agencji Standard&Poor's, która w 2004 roku pisała w swoim raporcie między innymi: "Zdaniem Standard & Poor's najważniejszym z [obszarów inicjatyw strategicznych] jest centralizacja funkcji operacyjnych i związana z nią informatyzacja. Obecnie funkcje administracji polis i szkód oraz oceny ryzyka realizowane są głównie w rozległej sieci oddziałów, co potencjalnie może powodować szereg problemów, w tym powolny proces komunikacji czy niespójne stosowanie kluczowych czynników kontroli operacyjnej. Choć nie doprowadziło to do nieefektywności kosztowych, które mogłyby zagrozić rentowności, to jednak w długim okresie opieranie się na tej pracochłonnej strukturze nie jest pożądane."

O skutki pozytywne lub negatywne restrukturyzacji można się kłócić (najchętniej robią to anonimowo pracownicy ubezpieczyciela), ale fakt faktem: były prezes naruszył wieloletnią strukturę budynków, personalnych zależności oraz... pensji. Większego grzechu chyba popełnić nie mógł.
Dodatkowym smaczkiem jest majstersztyk polityczny w jego wydaniu. Od czasu nominacji w 2003 roku Stypułkowskiemu udało się wyrwać PZU SA z epicentrum wojny pomiędzy Skarbem Państwa a Eureko. Udało mu się - sami nie wiemy, jakim cudem - utworzyć wokół swojej firmy kordon sanitarny, nie pozwalający na destrukcję firmy i jej wizerunku przez polskich polityków wszystkich kolorów. Dał im wyraźny znak, że mogą się bić jak chcą, ale nie na jego terenie. Być może pomogło mu doświadczenie w podobnych walkach z połowy lat 90., kiedy to poletkiem wojenek była polska bankowość. Jest to grzech równie poważny jak naruszenie interesów wewnątrzfirmowych: nie pozwolił politykom grać klientami i pieniędzmi największego polskiego ubezpieczyciela.
Jeżeli tak wyglądał cały "układ", to powinniśmy dać na mszę, aby trwał jak najdłużej.

Ranking banków dla firm

Plotki zza kurtyny, czyli kto następny?
Najprawdopodobniej nowym prezesem PZU SA zostanie Cezary Mech, który po usunięciu z Ministerstwa Finansów przez Zytę Gilowską trafił na przechowanie do Kancelarii Sejmu. Początkowo był on na nieformalnej giełdzie pracy najważniejszym kandydatem na szefa nowego meganadzoru nad polskim rynkiem finansowym. Jednak konflikt z minister finansów zmniejszył jego szanse - choć rzecz jasna do końca ich nie pozbawił. W zasadzie jest to jedyne nazwisko pojawiające się w komentarzach i analizach obecnej sytuacji.
Osobiście uważamy, że całkiem zabawnym rozwiązaniem byłoby postawienie Cezarego Mecha zarówno na czele meganadzoru jak i PZU SA. No bo niby czemu nie?

Naszym zdaniem:
Jak widać cztery miliardy zysku netto, jakie może osiągnąć grupa PZU w 2006 roku to argument bezwartościowy przy położeniu na drugiej szali "rozbijania układów". Sitwy jednak mają to do siebie, że powstają przypadkiem w najmniej spodziewanych i oczekiwanych miejscach. Najgorzej będzie wtedy, gdy nie każda sitwa okaże się zła i potępiana, lecz tylko ta "obca". Jak Kalemu ukraść krowę, to jest źle; jak Kali ukraść krowę, jest dobrze i tak powinno pozostać. Mamy coraz więcej przykładów, że rynek finansowy jest traktowany dokładnie tak samo: jako łup do zdobycia zgodnie z zasadą "Teraz K...a My".
PiSowi gratulujemy poglądów.
A Cezaremu Stypułkowskiemu życzymy udanego urlopu - ma po czym odpoczywać, oj ma.

(5.06.2006)


 NAWIGATOR:      Strona główna -> Doniesienia i nowości: Ubezpieczenia majątkowe