NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy
 

Zapłaciłeś już łapówkę?

Czy Twoje dziecko przyszło już do Ciebie ze słowami "w szkole powiedziano, że mam przynieść 25 zł na ubezpieczenie"? Jeśli tak, to właśnie stałeś(aś) się trybikiem w wielkiej machinie wysysania pieniędzy rodziców. Część z nich trafi jako bonus do kieszeni szkoły lub nauczyciela.

    Uwaga!
    Odnalezienie tego tekstu podczas rekonstrukcji serwisu było dla nas miłą niespodzianką. Okazało się, że Internet miewa znaczną przewagę nad mediami tradycyjnymi. Nie musimy bowiem wracać do sprawy ubezpieczeń szkolnych. Wszystko, co napisaliśmy w analizie z października 2002 r. nadal jest aktualne.
    Zmieniły się tylko w minimalnym stopniu składki i sumy ubezpieczenia, o czym prosimy pamiętać podczas zagłębiania się w poniższy tekst.

Miliony młodych ludzi rozpoczęło 1 września kolejny rok nauki. Dziesiątki tysiący w październiku. Praktycznie wszyscy opłacają składki, kupują podręczniki itd. Obrót bonusów, trafiających do kieszeni szkół (ćwierć biedy), dyrektorskich funduszy celowych (pół biedy) lub kieszeni nauczycieli-akwizytorów (bieda!) szacuje się na kilka milionów złotych.

W kolejce do pieniędzy rodziców najpierw ustawiają się wydawcy podręczników - od największych, oferujących kilkaset tytułów, do drobnych, opierających się na kilku książkach. Maj to ostatni dzwonek na rozpoczęcie działań eufemistycznie zwanych "marketingowymi".

Przeciętny uczeń wydaje na podręczniki od 150 do 300 zł. System wolnorynkowy miał poprawić jakość nauczania (nauczyciele sami wybierają konkretny podręcznik). Tymczasem dyrektorskie biurka stają się już wiosną polem wielkiej bitwy o pieniądze. Wydawcy stosują kilka sposobów na przekonanie szkoły, iż to właśnie ich oferta jest najlepsza. Kupują prezenty (magnetowid, telewizor, komputer), przekazują pieniądze na fundusze celowe (liczby komitetów w polskich szkołach zliczyć się nie da) lub też angażują do swoich struktur sprzedaży akwizytorów. Tymi akwizytorami często są nauczyciele. W zamian za dystrybucję ustalonej liczby podręczników otrzymują komplet na potrzeby szkoły lub gotówkę - zwykle do 25% ceny. To nic, że przy ich zakupie w księgarni byłoby taniej. Można przecież nie dostarczyć im podręczników (sposób stosowany w małych miastach) lub skierować dystrybucję na krańce aglomeracji (najlepiej tuż przy granicach administracyjnych - komu chciałoby się tam jechać?).

Ponieważ jest już październik, ten etap masz już za sobą. Jeżeli Twoje dziecko kupiło książki w szkole, masz problem z głowy. Jeżeli samodzielnie szukało podręczników w księgarniach - udało Ci się zapewne zaoszczędzić, ale szkoła i tak zapewne coś dostała.

Teraz słynne "ubezpieczenie". (c.d.)


 NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy