NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy

Daewoo na rozdrożu

Towarzystwo Ubezpieczeniowe Daewoo oraz Universum-Życie wciąż jadą na jednym, chybotliwym wózku. Gdyby w opisie sytuacji tych firm zastosować doświadczenia z flotą wojenną Rosji można stwierdzić jedno: obaj ubezpieczyciele są podobni do łódek ratunkowych "Kurska". Okrętu nie uratują, ale przy okazji same mogą już nie wypłynąć.

    Uwaga!
    Pekpol nie przejął kontroli nad TU Daewoo. Pod koniec listopada 2002 r. zarząd tej giełdowej spółki przyznał się do porażki i zrezygnował z emisji akcji o wartości ponad 50 mln zł, której efektem miało być przejęcie podupadającego ubezpieczyciela. Oficjalnie emisja została "przesunięta" do czasu "lepszej koniunktury giełdowej".
    W maju 2003 r. kontrolę nad ubezpieczycielem przejęło konsorcjum PTR-Ciech. Prezentowany poniżej tekst nie odpowiada zatem aktualnej sytuacji Polskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego i nie powinien być w ten sposób traktowany.
    Pozostawiamy go w archiwum jako ciekawostkę.

TU Daewoo powstało w ramach koncernu Daewoo-FSO w celu obsłużenia dużego ilościowo, lecz słabego jakościowo rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Dzięki własnemu towarzystwu Daewoo mogło oferować niespotykane dotąd pakiety, jak np. trzyletnie ubezpieczenie AC i OC za kilkaset złotych. Nabywcy Tico i Matizów, z natury rzeczy należący do klientów niskiego segmentu rynkowego, z radością korzystali z takich ofert. Ale auta Daewoo nie miały nad sobą szczególnej pieczy losu - ulegały wypadkom tak samo często jak samochody konkurentów.

Daewoo-FSO przeznaczyło na inwestycję w ubezpieczeniach 100 mln zł. Ta ładnie wyglądająca i okrągła suma w realiach rynkowych okazała się co najmniej kilkakrotnie za niska. Uzależnienie TU Daewoo od rynku samochodowego najlepiej udowadniały raporty struktury portfela: w szczytowym okresie prawie 90% polis było związanych z AC i OC. Przy kiepskich możliwościach polskich kierowców taka sytuacja nie mogła skończyć się dobrze.

Ranking banków dla firm

Koncern Daewoo przypominał strukturą upadłego Enrona. Inwestował ogromne pieniądze, które prawie natychmiast do niego wracały. Technologiczne opłaty patentowe i licencyjne - ulubiony sposób wyprowadzania gotówki - w połączeniu z opłatami za wykorzystywanie brandu "Daewoo" pozwalały zaoszczędzić na podatkach ogromne sumy. Dodatkowo system przewidywał zadłużanie się spółek zależnych koncernu a taką była polska Daewoo-FSO.

Dla samochodowej części koncernu najważniejszy był obrót i przychód, nie zaś generowany zysk. Dlatego klienci korzystający z pełnej oferty firmy (samochód, ubezpieczenie, części) nieświadomie pompowali swoje pieniądze w niewydolny gospodarczo system. Bankructwo koreańskiej spółki-matki obnażyło rzeczywistą wartość aktywów: General Motors zapłacił za pakiet kontrolny kilkanaście procent wartości księgowej pseudo-giganta.

Po transakcji pozostał niesmak oraz ogromny problem dla Polski. Co zrobić z tonącym w długach Daewoo-FSO? Jak ratować towarzystwa ubezpieczeniowe? (c.d.)


 NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy